pielgrzymka do Matki 2022

„Kto wierzy, ten nie stoi w miejscu. Wierzyć to znaczy być w drodze. Wierzyć to chodzić!”

“To jest powód pielgrzymowania: wiara – pisał przed kilku laty o. Maur. – Nie czcigodne wizerunki Matki Bożej, nie miejsca objawień, nie groby i relikwie świętych. One są okazją ku pielgrzymowaniu, ale powodem jest wiara. Wiara jest nieustannym chodzeniem. Wiara jest pielgrzymką. Życie jest pielgrzymką. Nie ma chyba lepszego klucza do życia niż pielgrzymowanie. Kto zrozumie pielgrzymowanie, ten zrozumie życie”.

Jedność to nie jednolitość. Przykładem tego jest Piesza Pielgrzymka Archidiecezji Gnieźnieńskiej na Jasną Górę. Tworzą ją trzy rodzaje grup – grupy kolorowe, promieniste oraz rowerowe.

Specyfika grup promienistych polega na tym, że całą trasę – od wyjścia ze swojej parafii do Jasnej Góry – przemierzają same. Wędrują m.in. z Gniezna, Inowrocławia, Witkowa, Powidza, Żnina, Strzelna, Kruszwicy, Janikowa, Gniewkowa, Czerniejewa i Biechowa. Grupy kolorowe pielgrzymują razem, rozpoczynając wędrówkę wspólną modlitwą w gnieźnieńskiej katedrze u grobu św. Wojciecha. Do wyjścia przygotowują się w regionach duszpasterskich w Gnieźnie, Inowrocławiu, Wągrowcu, Wrześni, a grupa franciszkańska w Mogilnie.

Tym, co łączy dwie formy pielgrzymowania to przede wszystkim hasło, ten sam duchowy program i wspólne wejście jednego dnia – 5 sierpnia – a następnie złożenie krzyża pielgrzymkowego (z cząstek niesionych przez poszczególne grupy) i Eucharystia wieńcząca pielgrzymowanie sprawowana w święto Przemienienia Pańskiego.

Czyż nie miał racji Antoine de Saint-Exupery mówiąc: „Jesteśmy jedni dla drugich pielgrzymami, którzy różnymi drogami zdążają w trudzie na to samo spotkanie.”? Bo przecież dochodząc na Jasną Górę, zaczynasz rozumieć, że przecież nie szedłeś tylko tutaj. Że to miejsce święte tu na ziemi jest tylko znakiem miejsca, do którego masz dotrzeć w wieczności. Że twój cel to niebo. I chociaż tu na ziemi dotarłeś do jakiegoś celu, to nadal jesteś w drodze…”

14 niedziela zwykła; 3/07/22

 

Jezus wysyła swoich uczniów wszędzie tam, „dokąd sam przyjść zamierzał” (w. 1). Czy czuję się uczniem Jezusa w moim środowisku życia (w rodzinie, wspólnocie, w pracy…)? Jak głębokie jest we mnie przekonanie, że tam, gdzie żyję i pracuję, jestem „posłanym” przez Jezusa?

„Nie noście ze sobą trzosa ani torby…” (w. 4-5). Co najbardziej przeszkadza mi w byciu świadkiem Jezusa? Postaram się wypowiedzieć przed Jezusem przyczyny lub okoliczności, dla których przestaję być wiernym i posłusznym misji Jezusa: osoby, rzeczy, inne uzależnienia (lenistwo, wstyd, lęk o opinię, kariera…).

Jezus posyła mnie, abym wprowadzał pokój między ludzi (w. 5). Czy w moim domu, wspólnocie potrafi ę wprowadzać atmosferę pokoju?

Podziękuję Jezusowi za te wszystkie cechy mojego charakteru, gesty, słowa, przez które buduję atmosferę jedności, dobroci i pokoju wśród bliskich. Jakie to są cechy?

Poproszę Jezusa, aby pomógł mi odkryć i uznać w sobie istnienie tych słabości, wad i zachowań, przez które najczęściej jestem przyczyną zwady i nieporozumień, którymi ranię bliskich. Wypowiem je szczerze przed Jezusem.

Na tyle będę mógł pomagać innym w odzyskiwaniu zdrowia duszy, wewnętrznego pokoju, na ile sam będę doświadczał pokoju własnego serca. Jaki jest obecny stan mojego wnętrza? Zaproszę Jezusa w moje życie, aby uzdrowił korzenie mojego niepokoju i duchowego nieporządku. Będę powtarzał: „Jezu, przywróć mi pokój serca”.

Jak odpoczywamy?

 

 

Ks. Jarosław Grabowski

Nasze wakacyjne wyjazdy to dla niektórych swoista próba nerwów. Jechać czy nie jechać? A jeśli tak, to dokąd? A w ogóle to czy stać nas na urlop w tym roku? Bo przecież rosnące koszty podróży, wszechobecna drożyzna, galopująca inflacja… A gdy już podjęliśmy decyzję, pojawia się kolejna myśl: jak odpoczywać, by naprawdę odpocząć? Eksperci twierdzą, że samo opuszczenie miejsca stałego zamieszkania i brak codziennych obowiązków to jeszcze nie urlop. Okazuje się, że wypoczywanie w dzisiejszym zagonionym świecie stało się rodzajem sztuki, to umiejętność, którą trzeba nabyć.

W pierwszym wakacyjnym numerze Niedzieli zadajemy więc dość prowokacyjne pytanie: czy robisz rachunek sumienia z tego, jak odpoczywasz? Wydaje się oczywiste, że odpoczynek powinien dotyczyć nie tylko ciała, ale także ducha. Człowiek stanowi bowiem jedność duchowo-cielesną i rozdzielanie tego, co złączone, kończy się zazwyczaj kiepsko (więcej na s. 14-15). Kłopot w tym, że kurortów, resortów, wyjazdów all inclusive jest w bród, a miejsc, które dbają także o ducha, podobno jak na lekarstwo. Tymczasem okazuje się, że nie do końca. Na urlop w starym opactwie, które pozwala odseparować się od świata, na warsztaty duchowe prowadzone w leśnej głuszy czy na kilka dni w pustelni decyduje się coraz więcej rodaków. Dlatego też propozycji takiego nieco innego spędzenia urlopu jest coraz więcej. Na s. 8-10 – podajemy propozycje odwiedzenia kilku takich miejsc.

Oczywiście, umiejętność odpoczywania jest sprawą indywidualną. Jednak każda podróż, każdy wyjazd z domu, każda przerwa od pracy i obowiązków pozwalają nam nabrać dystansu do codziennych spraw, tych domowych i zawodowych, które jakże często są przedmiotem naszych zmartwień i stresów. Wyjazd z domu, choćby na kilka dni, pozwala spojrzeć na życie swoje i swojej rodziny z innej perspektywy. Wakacje to także dobra okazja do uświadomienia sobie, że każdy z nas jest wędrownikiem, nawet jeśli rzadko rusza się z domu. Wędrujemy przez całe życie, a wydarzenia, które po drodze przeżywamy, zostawiają w nas jakiś ślad. Bywa, że Bóg prowadzi człowieka, jak kiedyś naród wybrany, „przez pustynię wielką i straszną, pełną wężów jadowitych i skorpionów, przez ziemię suchą, bez wody” – jak czytamy w Księdze Powtórzonego Prawa (8, 15). Jednak choć nasza życiowa wędrówka bywa trudna i wiedzie wyboistą drogą, jest piękna i odkrywcza. Każda podróż, każde wyjście poza strefę własnego komfortu mogą się stać szansą na odkrycie Stwórcy w pięknie drugiego człowieka czy otaczającej nas przyrody.

Ważny jest cel. Pielgrzyma i turystę łączy cel podróży. Łączą ich też przeżycia, choć nie są tożsame. Pielgrzym przemierza świat tak, jakby czytał książkę, turysta – jakby oglądał telewizję. Przed oczami jednego i drugiego przesuwają się obrazy miejsc i ludzi, lecz pierwszy pochłania je i zatrzymuje w duszy, a drugi – jedynie się przygląda i traktuje jak przelotną rozrywkę. Trafnie ujął to Johann Wolfgang Goethe: „Ten, kto przebiega świat bez wielkich celów, byłby o wiele szczęśliwszy, zostając w domu”. Prawdziwy problem leży więc nie tyle w wyborze miejsca podróży, ile w jej celu. Wszystko zależy od naszego nastawienia, gdy wybieramy się w drogę. Ten, kto wędruje z otwartą duszą, uważnie, bez pośpiechu, powróci z tej drogi bogatszy duchowo. Odkryje, że podróżowanie poszerza horyzonty, a pomniejsza egoizm i ostatecznie zbliża do Stwórcy.

Sposób podróżowania sporo mówi o człowieku. Są ludzie, którzy podróżują tak, jakby kolekcjonowali bilety lotnicze; przemierzają świat niczym walizki oblepione nalepkami kolejnych lotów, rejsów czy egzotycznych hoteli. Inni zachowują się tak, jakby wciąż przed czymś lub kimś uciekali. Oni nie marzą o miejscu, w które się udają, próbują jedynie uciec jak najdalej od tego, z którego wyruszają. Nie pociąga ich punkt dojścia, odpycha ich punkt wyjścia. Taka podróż ma służyć ucieczce od samych siebie, od swojego otoczenia, od ludzi, miejsc, spraw… Czy można podczas takiej ucieczki odnaleźć siebie albo cokolwiek zmienić? Ludzie wierzący wiedzą, że szukanie siebie to raczej szukanie światła, które pozwoli nie zgubić drogi. Tym światłem jest wiara. To ona sprawia, że widzimy kierunek naszej wędrówki w czasie. To dzięki niej możemy także lepiej odpocząć duchowo. Warto więc, nim lato nabierze kolorów, zrobić sobie taki rachunek sumienia z tego, jak odpoczywamy.